Czas świąteczny szybko minął, ostatnie dni też i już jest koniec roku. W Nowy Rok wchodzę trochę spłukana (zakupami sprzed kilku dni), z nadzieją (tak, dobre i optymistyczne myślenie potrafi zdziałać cuda) i z ciekawością.
I wczoraj wieczorem dotarło do mnie, że jestem gotowa na miłość. Cały rok był rokiem bez facetów (pomijając pojedyńcze randki i flirty z facetami z internetu), był rokiem dla mnie i myślę, że dobrze go wykorzystałam. Poukładałam to, co chciałam ułożyć.
Co pisałam rok temu w postanowieniach noworocznych? No to zaglądamy do notki z 14-12-2008 (słuchałam wtedy Godsmacka... od kilku tygodni znów to robię, czyżby Godsmack był zimowy?). :)
"częściowo podtrzymam swoje postanowienia noworoczne sprzed roku, a dodam między innymi:
obronić się przed wakacjami - udało się, obroniłam się na początku lipca :)
chodzenie raz w miesiącu do kina - na początku to się udawało, ale w ciągu roku różnie bywało, więc mogę powiedzieć, że zrealizowałam to na poziomie 75-80%
zorganizowanie paru wyjazdów i wycieczek za granicę - to się udało w 100%; było w tym roku sporo wycieczek, w tym dwie zagraniczne - do Czech i na Węgry, jedna wycieczka na Bornholm nie wypaliła, bo ze względu na małą ilość chętnych musiało biuro podróży odwołać
spędzenie weekendu w zamku - spędziłam weekend na zwiedzaniu krzyżackich zamków, nocowałam w Pałacu Marysieńki w Gniewie, chodziłam o 22-23 z pochodniami w ręku po zamku, a za murami szalała burza; w 200% udało się zrealizować :D
spędzenia z dziewczynami kilku weekendów spa - niestety nie udało się, nie było w tym roku spa :(
więcej czasu poświęcić na czytanie książek - to się akurat samo z siebie sprawdziło, bo pochłaniam książki cały czas (no, prócz wakacji bo miałam dość książek przez sesję i obronę)
kupno upatrzonej lustrzanki wraz obiektywem fish-eye - kupiłam lustrzankę w październiku i uwielbiam ją; :) niestety na fisheye nie starczyło kasy i muszę się z tym zakupem wstrzymać...
kupno mieszkania (znaleźć nie problem, gorzej płacić) - nie szukałam, miałam to zrobić jesienią ale sobie odpuściłam
stać się wredną zołzą w pracy żeby awansować :D - może wredną zołzą się nie stałam, ale praca w tym roku dała mi niezłą szkołę życia (i w pozytywnym, i w tym trochę negatywnym znaczeniu), dwukrotnie awansowałam i jestem z tego dumna, bo wiem, że zasłużyłam (na pierwszy awans czekałam 1,5 roku od zatrudnienia)
zapisać się na basen/kurs tańca - ani razu nie byłam na basenie, nie mówiąc już o kupnie karnetu; :( nie udało się też zapisać na kurs tańca, bo zwyczajnie o tym zapomniałam :(
zapisać się na kurs językowy (przypomnieć sobie francuski lub rosyjski albo nauczyć się hiszpańskiego - do wyboru) i podszliwować angielski - jesienią zapisałam się na angielski i chodzę, może powalających efektów nie ma, ale robię coś w tym kierunku :) na razie inne języki muszą zaczekać :)
zacząć pisać (koniecznie! tyle mam pomysłów) - nie pisałam (prócz magisterki), nie wiem dlaczego (czyżby przesyt pisania pracy?); nic mnie nie usprawiedliwia (brak czasu?) :P
hmmm im wyższa poprzeczka, tym większe zaangażowanie, a im większe zaangażowanie tym większe wyniki i osiągnięcia, nie? muszę powalczyć ze swoim wrodzonym lenistwem ;)
O tak, zgadzam się z tymi słowami. Poprzeczka musi być wysoka, ale ustawiona przez nas samych, nie przez innych. Bo wtedy to przypomina narzucony obóz pracy, a nie radość z osiągnięcia wytyczonych celów. :D"
Wiem, że powinnam nowe przygotować postanowienia, ale teraz nie mam czasu. Podzielę się z Wami w Nowym Roku, bo większość z nich mam zakodowane w głowie. :)
Życzę wszystkich wspaniałego Nowego Roku, obfitującego w radość, spełniające się marzenia i plany, sukcesy zarówno małe i duże oraz siły, aby przezwycieżać ewentualne problemy i z odwagą stawiać czoło zmianom. ;)
|